Kategorie
Bez kategorii

Kocham płakać, gdy słyszę

Ja – słyszę

Kategorie
Bez kategorii

Siła modlitwy, medytacji?

Ja – skanalizowany kulturowo i społecznie

Ja – niewinny, nie przyznaję się do winy

Europa Środkowa – Gdzieś na Bliskim Wschodzie = 4000 km

Czas akcji = ok. 2000 lat

Wyrok = monarchia, śmierć indoktrynacja, żarloczny kapitalizm, szczątkowe prawa człowieka, brak ochrony słabych i chromych, patriarchat, zdeptane mniejszości społeczne etc.

Ja – czuję się winny

A mimo to:

Kategorie
Bez kategorii

Lęk czy ból? A może nieustająca droga do samoświadomości?

Lęk – to pierwsze, czym spotkałem się w życiu, choć o tym nie wiedziałem. A może po urodzeniu najpierw pojawia się ciekawość. Gdzie ja jestem?

Wiem, że dziś jest wtorek lub środa?

Ja.

Czy odczucie czasu liczone sekundami, godzinami, latami jest mi do czegoś potrzebne.

Szkoła – nigdy nie bałem się sprawdzianów, od małej kartówki z matmy do obrony doktoratu. Wiedziałem, że wiem to, co można wiedzieć, a ciekawiło mnie to, czego się nie wie.

A więc na mojej drodze stanął bóg. Poznałem wszystkie fairy tales, nawet tę opowieść, gdy Jezus zamienił wodę w wino. Już wtedy nie za bardzo podobał mi się jego postępek. Zrobić coś, co ma otumanić ludzi, ich umysły. Ja też szedłem torami z Powidza do Przybrodzina z winem owocowym, ale nie powiem, że byłoby to chlubne.

bóg = lęk. Grzech. Jeśli ciężki i umrzesz, to idziesz do piekła. Wieczne potępienie.

Ponad stu mężczyzn zamyka się rytualnie w sali, wcześniej oczywiście górę bierze polityka, i nagle na placu w Rzymie tłum ludzi w euforii. Habemus papam. A ja się zastanawiam, czy dobrze postąpiłem, nie wrzucając złotówki starszemu mężczyźnie, który na kartce napisał, że zbiera na leki.

Czy grzechem jest myśleć, że to absurdalne, że mężczyzna ubrany na biało mówi, że ktoś inny od dziś jest święty i mam u niego wybłagać, by moja Mama była zdrowa.

Lęk od samego początku. Piekło. Dziś idę, a pod drzwiami parafialnego szefa dwie choinki stoją. Wczoraj ich nie było. Czy wystarczyłoby na lekarstwa dla czlowieka, któremu ja sam nie pomogłem. On jest rycerzem Kolumba, ja bluesmanem.

Nieliczni będą zbawieni. Mam tylko jeden pomysł. Uciec w miejsce w miarę ciepłe i odludne, żyć w ziemiance i się ukrywać. Gdy Cię nakryją jesteś już zapisany. W systemie. A gdzie wspólnota, z którą miałbym czcić bóstwo? Jak mogę czcić Matkę swoją, gdy widzę Jej cierpienie i uciekam na koniec świata.

Nie ma grzechu – ja. Ja jestem. Nie ma lęku – ja w nim uwięziony mam być.

Jest ból – istnienia podobny do próżni. Skąd on się bierze? To znowu – ja. Jest ból ten przy końcu, przy chorobie, przy śmierci kogoś bliskiego – to pustka.

Na swój ból wezmę morfinę.

Kocham Was…

Kocham Was… Ludzie, bliżsi i dalsi, źli i dobrzy. I KOCHAJCIE się bez lęku. Nikt Wam nic nie zrobi…

Kategorie
Bez kategorii

Nie tylko Banksy

Otóż moje pierwsze spotkanie ze sztuką ze zrozumieniem to obrazek na murze. Po przeczytaniu kilku ton książek, obejrzeniu spektakli, zachwycaniu nad Puccinim, i całym światem rockowych dźwięków, i obejrzeniu przeogromnych obrazów Malczewskiego dopiero obrazek na murze uświadomił mi, czym jest idea, czułość, ulotność, beztroska, bezkompromisowość i lejący się czas z zegarów innego malarza.

Bo kto nie zaznał goryczy ni razu, nie poczuje śmiałości i prawdy przekazu. Nie mimesis – prawdy. Ale nie tej poszukiwanej w pismach starożytnych, ale nie tych, którzy ją odrzucili, by zaświecić, ale nie tych, którzy w ogóle o niej nie wspomnieli.

Gdy śpiewasz, że płaczesz, to musisz czuć wzbierający płacz.

Kategorie
Bez kategorii

Życie jak pączki się toczy

Kiedy zauważyłam, że żyję ponad stan? Chyba gdy sałata nazywana lodową przestała mnie dziwić w sklepie.

A Natasza Goerke za 90 dolarów przedłużyła wizę nepalską. Na miesiąc. Nie wychodzi już z klasztoru 11 miesięcy. Pomaga i jest szczęśliwa, i chyba nie je pączków.

Dalajlama mógłby powiedzieć, że szczęściem jest to, co raduje wszystkich dobrych ludzi wokół Ciebie, ale nikt na to nie zważa.

Złamali mi rękę. Nie cieszę się, ale wiem, że musiałam tam być.

Znów przyszedł czas na punk rocka, The Doors i Pink Floyd, nikt nie będzie słuchał piosenek o Pani, której brakowało jedynie złotych schodów ani o dziewczynie o perlowych włosach. Płakać, córeńko, nieładnie, nieskładnie i łzy zamarzają nawet wtedy, gdy topi się wieczna zmarzlina. Tylko słuchaczy wzruszonych brak. Telewizja za koncert duży zapłaci. Będą gwiazdki, które jedynie w niebie św. Piotr słyszał i to łubudubu z niską częstotliwością basu i dum, dum, dum na presecie perkusji.

W filmach, które kiedyś oglądałem, kluby mają przedziwne kolory, ludzie tańczą na podestach i w klatkach, często prawie nadzy, wszyscy poza stróżami prawa wiedzą, że narkotyki bielą noski, a wulgarność jest na miejscu.

Właściwie to podobne jest to do lejących się do rozlanej krwi przeciwników w oktagonach. Kiedyś takie rzeczy tylko w filmach ukazujących okrucieństwo, dziś w płatnych kanałach.

Czas uciec w góry i w dobrym, niedostępnym miejscu wykopać ziemiankę. Gdy będzie zbliżać się ta chwila oddać swe ciało sępom.

Może można być jeszcze po prostu człowiekiem…

Zauroczeni kochankowie kapią się w szampanie

Kategorie
Bez kategorii

Nad stan, nad stan umieramy

Rozkład zaczyna się wtedy, gdy wydaje się, że wszystko jest poukładane. Niektórzy powiedzą, że chaos ma w sobie nutkę surrealizmu i ćwierćnutkę budulca nowego. Nowego Świata.

Wiadomo nie od dziś, co zrobić, by opanować drżenie strun między porządkiem i rozsądkiem a nieznośnym życiem ze świadomością, że przecież ewolucyjnie – cywilizacyjnie – umierają najsłabsi. Ci, którzy cierpią z powodu głodu i pragnienia, codziennie rozbliźniają wcześniej wygojone rany. Ci, którzy cierpią na marazm kapitalizmu, nie czują nic. Nic się właściwie nie zmienia. Może tylko, żeby brudni, pozarażani różnymi chorobami i z pewnością skłonni do bezrefleksyjnej przemocy nie ciągnęli tak z południa na północ.

A co z tymi, którzy mają przyjemność z trawienia różnorodnych wytworów wielopoziomowo rozumianej kultury?

Zdechną jak psy, gdy zrozumieją, że ważniejsze są strawa i popitek niż osiemset trzydziesta trzecia książka, symfonia, nieudolnie napisany wiersz.

Po prawdzie, to wystarczą aforyzmy i złote myśli już wymyślone, głębokie studzienki tysiąckrotnie zagrane i knocking on heaven’s door. Do czego nam nowe, inne, przetworzone, strawestowane. Nawet trzeba używać słów przez większość nierozumianych, by opowiedzieć o tym, co mi jest do życia, a nie do zbawienia potrzebne.

Zbawienia się nie boję, ustania żywiołu kultury – bardzo.

Namalował. Ok. Ale za ile?

Zaśpiewał piosenkę. Wielkie co.

Wykonał instalację. Tego już na pewno do bochenka chleba porównać nie można.

Umarliśmy i umieramy… I tylko żal, że ktoś z wypiekami na twarzy nie przeczyta już dobrej książki.

Kategorie
Bez kategorii

Wypłacz się, póki nie brakuje łez

Gdy tylko będziesz mógł, zapłacz nad brakiem świętego spokoju i spojrzyj w siebie głęboko. Jest tam ktoś?

Tak? Nie? Nie wiem?

Kategorie
Bez kategorii

O przyjaznej przyjaźni

Nic nie może równać się z przyjaźnią najprawdziwszą – ze sobą samym. Obok nas wielu na pozór ludzi życzliwych, oddanych, pomocnych. Ale oni mają swoją granicę. Nie do pokonania jest lęk, strach, bojaźń, pełne oddanie.

Pamiętam, że gdy kiedyś czytałem Kierkegaarda, to nawet do głowy mi nie przyszło, by próbować rozumieć jego zmagania jako rozważania w duchu filozofii chrześcijańskiej.

Był właściwie Nietzscheańskim linoskoczkiem, zwłaszcza gdy stwierdził, że najważniejsza i ostateczna jest ucieczka, którą opisał jako skok w przepaść, w nieznane.

Nie możesz nawet przypuszczać, że ktoś Ci pomoże lub sam się uratujesz.

Skok w nieznane: to znowu jA.

Przepaść: to znowu jA.

Osamotniony, bez ułudy przyjaciół, bez pomocnej dłoni. Mogę tylko wybrać: ja lub JA.

Albo – albo.

Nic nie może być porównane do tego, co wydarzy się kiedyś, potem, za chwilę, za milion tchnień.
Kategorie
Bez kategorii

Niedziela

Ja.

I tyle…

Kategorie
Bez kategorii

Schody w poziomie, lekko opadające, czyli Stairway to unhuman being

W głowie ci szumi i nie przestanie, bo nie wiesz, czy przewodnik wzywa cię, byś się przyłączył.

Droga pani, czy nie słyszysz wiatru i czy zdajesz sobie sprawę z tego, że Twoje schody opierają się na szepcie wiatru. Idąc tą drogą, nasze cienie wyższe niż nasze dusze, widzimy panią, którą wszyscy znamy. Lśni białym światłem i chce pokazać, jak wszystko przemienia się w złoto.

A jeśli słuchacie uważnie, w końcu dotkniecie melodii, w której wszyscy są jednością, a jedność wszystkim. Skamienieć, by nie potoczyć się.

Gdy idziesz i Twoja ręka wysunięta do przodu nie jest Twoją ręką, nie wiesz, czy to ten świat, w którym żyjesz, czy może wyobrażony odblask z miliona luster. Doświadczenie podpowiada, by nie szukać prawdziwego odbicia, ale zaakceptować to, które wydaje się najbardziej prawdopodobne.

A… jeszcze jedno jest ważne – nikt, ale to nikt nie rozumie tego, że takie obrazy są dla Ciebie na porządku dziennym i więcej casu zajmuje Ci zmierzanie się z ułudą niż poszukiwanie jakichkolwiek rozwiązań, wykonywanie jakichkolwiek prac, mówienie do kogokolwiek. Gdyby wszystko, co dotkniesz, zmieniało się, przemieniało się w coś, wtedy łatwo by w tym całych chaosie znaleźć choć na chwilę porządek.

A tak z dnia na dzień schodzisz, schodzisz, to tylko jeden kierunek, wektor w nieskończoność, ale zawsze pod osią X i nigdy do niej równoległy. Szukasz jedności, porozumienia – tego nie będzie w Twoim świecie, ktoś weźmie pod uwagę, że nagle nie możesz zrobić tego, co wykonywałeś przez tyle lat – po prostu się nie nadajesz.

YOU ARE FIRE!!!

to brzmi mi w uszach, choć idei mam więcej niż gwiazdek na niebie