Kategorie
Bez kategorii

Lęk czy ból? A może nieustająca droga do samoświadomości?

Lęk – to pierwsze, czym spotkałem się w życiu, choć o tym nie wiedziałem. A może po urodzeniu najpierw pojawia się ciekawość. Gdzie ja jestem?

Wiem, że dziś jest wtorek lub środa?

Ja.

Czy odczucie czasu liczone sekundami, godzinami, latami jest mi do czegoś potrzebne.

Szkoła – nigdy nie bałem się sprawdzianów, od małej kartówki z matmy do obrony doktoratu. Wiedziałem, że wiem to, co można wiedzieć, a ciekawiło mnie to, czego się nie wie.

A więc na mojej drodze stanął bóg. Poznałem wszystkie fairy tales, nawet tę opowieść, gdy Jezus zamienił wodę w wino. Już wtedy nie za bardzo podobał mi się jego postępek. Zrobić coś, co ma otumanić ludzi, ich umysły. Ja też szedłem torami z Powidza do Przybrodzina z winem owocowym, ale nie powiem, że byłoby to chlubne.

bóg = lęk. Grzech. Jeśli ciężki i umrzesz, to idziesz do piekła. Wieczne potępienie.

Ponad stu mężczyzn zamyka się rytualnie w sali, wcześniej oczywiście górę bierze polityka, i nagle na placu w Rzymie tłum ludzi w euforii. Habemus papam. A ja się zastanawiam, czy dobrze postąpiłem, nie wrzucając złotówki starszemu mężczyźnie, który na kartce napisał, że zbiera na leki.

Czy grzechem jest myśleć, że to absurdalne, że mężczyzna ubrany na biało mówi, że ktoś inny od dziś jest święty i mam u niego wybłagać, by moja Mama była zdrowa.

Lęk od samego początku. Piekło. Dziś idę, a pod drzwiami parafialnego szefa dwie choinki stoją. Wczoraj ich nie było. Czy wystarczyłoby na lekarstwa dla czlowieka, któremu ja sam nie pomogłem. On jest rycerzem Kolumba, ja bluesmanem.

Nieliczni będą zbawieni. Mam tylko jeden pomysł. Uciec w miejsce w miarę ciepłe i odludne, żyć w ziemiance i się ukrywać. Gdy Cię nakryją jesteś już zapisany. W systemie. A gdzie wspólnota, z którą miałbym czcić bóstwo? Jak mogę czcić Matkę swoją, gdy widzę Jej cierpienie i uciekam na koniec świata.

Nie ma grzechu – ja. Ja jestem. Nie ma lęku – ja w nim uwięziony mam być.

Jest ból – istnienia podobny do próżni. Skąd on się bierze? To znowu – ja. Jest ból ten przy końcu, przy chorobie, przy śmierci kogoś bliskiego – to pustka.

Na swój ból wezmę morfinę.

Kocham Was…

Kocham Was… Ludzie, bliżsi i dalsi, źli i dobrzy. I KOCHAJCIE się bez lęku. Nikt Wam nic nie zrobi…

Autor: PLues X deConstruktor

Właściwie to mnie nie ma. Piszę, poprawiam, komponuję i staram się każdego dnia przebudzić się do życia. Różnie to bywa... Gubię się we współczesności, a wygląda, że dobrze sobie radzę. Mam kłopot z brakiem kultury i merkantylizacją relacji międzyludzkich. Ale JESTEM.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s