Kategorie
Bez kategorii

Nie tylko Banksy

Otóż moje pierwsze spotkanie ze sztuką ze zrozumieniem to obrazek na murze. Po przeczytaniu kilku ton książek, obejrzeniu spektakli, zachwycaniu nad Puccinim, i całym światem rockowych dźwięków, i obejrzeniu przeogromnych obrazów Malczewskiego dopiero obrazek na murze uświadomił mi, czym jest idea, czułość, ulotność, beztroska, bezkompromisowość i lejący się czas z zegarów innego malarza.

Bo kto nie zaznał goryczy ni razu, nie poczuje śmiałości i prawdy przekazu. Nie mimesis – prawdy. Ale nie tej poszukiwanej w pismach starożytnych, ale nie tych, którzy ją odrzucili, by zaświecić, ale nie tych, którzy w ogóle o niej nie wspomnieli.

Gdy śpiewasz, że płaczesz, to musisz czuć wzbierający płacz.

Kategorie
Bez kategorii

Życie jak pączki się toczy

Kiedy zauważyłam, że żyję ponad stan? Chyba gdy sałata nazywana lodową przestała mnie dziwić w sklepie.

A Natasza Goerke za 90 dolarów przedłużyła wizę nepalską. Na miesiąc. Nie wychodzi już z klasztoru 11 miesięcy. Pomaga i jest szczęśliwa, i chyba nie je pączków.

Dalajlama mógłby powiedzieć, że szczęściem jest to, co raduje wszystkich dobrych ludzi wokół Ciebie, ale nikt na to nie zważa.

Złamali mi rękę. Nie cieszę się, ale wiem, że musiałam tam być.

Znów przyszedł czas na punk rocka, The Doors i Pink Floyd, nikt nie będzie słuchał piosenek o Pani, której brakowało jedynie złotych schodów ani o dziewczynie o perlowych włosach. Płakać, córeńko, nieładnie, nieskładnie i łzy zamarzają nawet wtedy, gdy topi się wieczna zmarzlina. Tylko słuchaczy wzruszonych brak. Telewizja za koncert duży zapłaci. Będą gwiazdki, które jedynie w niebie św. Piotr słyszał i to łubudubu z niską częstotliwością basu i dum, dum, dum na presecie perkusji.

W filmach, które kiedyś oglądałem, kluby mają przedziwne kolory, ludzie tańczą na podestach i w klatkach, często prawie nadzy, wszyscy poza stróżami prawa wiedzą, że narkotyki bielą noski, a wulgarność jest na miejscu.

Właściwie to podobne jest to do lejących się do rozlanej krwi przeciwników w oktagonach. Kiedyś takie rzeczy tylko w filmach ukazujących okrucieństwo, dziś w płatnych kanałach.

Czas uciec w góry i w dobrym, niedostępnym miejscu wykopać ziemiankę. Gdy będzie zbliżać się ta chwila oddać swe ciało sępom.

Może można być jeszcze po prostu człowiekiem…

Zauroczeni kochankowie kapią się w szampanie

Kategorie
Bez kategorii

Nad stan, nad stan umieramy

Rozkład zaczyna się wtedy, gdy wydaje się, że wszystko jest poukładane. Niektórzy powiedzą, że chaos ma w sobie nutkę surrealizmu i ćwierćnutkę budulca nowego. Nowego Świata.

Wiadomo nie od dziś, co zrobić, by opanować drżenie strun między porządkiem i rozsądkiem a nieznośnym życiem ze świadomością, że przecież ewolucyjnie – cywilizacyjnie – umierają najsłabsi. Ci, którzy cierpią z powodu głodu i pragnienia, codziennie rozbliźniają wcześniej wygojone rany. Ci, którzy cierpią na marazm kapitalizmu, nie czują nic. Nic się właściwie nie zmienia. Może tylko, żeby brudni, pozarażani różnymi chorobami i z pewnością skłonni do bezrefleksyjnej przemocy nie ciągnęli tak z południa na północ.

A co z tymi, którzy mają przyjemność z trawienia różnorodnych wytworów wielopoziomowo rozumianej kultury?

Zdechną jak psy, gdy zrozumieją, że ważniejsze są strawa i popitek niż osiemset trzydziesta trzecia książka, symfonia, nieudolnie napisany wiersz.

Po prawdzie, to wystarczą aforyzmy i złote myśli już wymyślone, głębokie studzienki tysiąckrotnie zagrane i knocking on heaven’s door. Do czego nam nowe, inne, przetworzone, strawestowane. Nawet trzeba używać słów przez większość nierozumianych, by opowiedzieć o tym, co mi jest do życia, a nie do zbawienia potrzebne.

Zbawienia się nie boję, ustania żywiołu kultury – bardzo.

Namalował. Ok. Ale za ile?

Zaśpiewał piosenkę. Wielkie co.

Wykonał instalację. Tego już na pewno do bochenka chleba porównać nie można.

Umarliśmy i umieramy… I tylko żal, że ktoś z wypiekami na twarzy nie przeczyta już dobrej książki.

Kategorie
Bez kategorii

Wypłacz się, póki nie brakuje łez

Gdy tylko będziesz mógł, zapłacz nad brakiem świętego spokoju i spojrzyj w siebie głęboko. Jest tam ktoś?

Tak? Nie? Nie wiem?

Kategorie
Bez kategorii

O przyjaznej przyjaźni

Nic nie może równać się z przyjaźnią najprawdziwszą – ze sobą samym. Obok nas wielu na pozór ludzi życzliwych, oddanych, pomocnych. Ale oni mają swoją granicę. Nie do pokonania jest lęk, strach, bojaźń, pełne oddanie.

Pamiętam, że gdy kiedyś czytałem Kierkegaarda, to nawet do głowy mi nie przyszło, by próbować rozumieć jego zmagania jako rozważania w duchu filozofii chrześcijańskiej.

Był właściwie Nietzscheańskim linoskoczkiem, zwłaszcza gdy stwierdził, że najważniejsza i ostateczna jest ucieczka, którą opisał jako skok w przepaść, w nieznane.

Nie możesz nawet przypuszczać, że ktoś Ci pomoże lub sam się uratujesz.

Skok w nieznane: to znowu jA.

Przepaść: to znowu jA.

Osamotniony, bez ułudy przyjaciół, bez pomocnej dłoni. Mogę tylko wybrać: ja lub JA.

Albo – albo.

Nic nie może być porównane do tego, co wydarzy się kiedyś, potem, za chwilę, za milion tchnień.
Kategorie
Bez kategorii

Niedziela

Ja.

I tyle…

Kategorie
Bez kategorii

Schody w poziomie, lekko opadające, czyli Stairway to unhuman being

W głowie ci szumi i nie przestanie, bo nie wiesz, czy przewodnik wzywa cię, byś się przyłączył.

Droga pani, czy nie słyszysz wiatru i czy zdajesz sobie sprawę z tego, że Twoje schody opierają się na szepcie wiatru. Idąc tą drogą, nasze cienie wyższe niż nasze dusze, widzimy panią, którą wszyscy znamy. Lśni białym światłem i chce pokazać, jak wszystko przemienia się w złoto.

A jeśli słuchacie uważnie, w końcu dotkniecie melodii, w której wszyscy są jednością, a jedność wszystkim. Skamienieć, by nie potoczyć się.

Gdy idziesz i Twoja ręka wysunięta do przodu nie jest Twoją ręką, nie wiesz, czy to ten świat, w którym żyjesz, czy może wyobrażony odblask z miliona luster. Doświadczenie podpowiada, by nie szukać prawdziwego odbicia, ale zaakceptować to, które wydaje się najbardziej prawdopodobne.

A… jeszcze jedno jest ważne – nikt, ale to nikt nie rozumie tego, że takie obrazy są dla Ciebie na porządku dziennym i więcej casu zajmuje Ci zmierzanie się z ułudą niż poszukiwanie jakichkolwiek rozwiązań, wykonywanie jakichkolwiek prac, mówienie do kogokolwiek. Gdyby wszystko, co dotkniesz, zmieniało się, przemieniało się w coś, wtedy łatwo by w tym całych chaosie znaleźć choć na chwilę porządek.

A tak z dnia na dzień schodzisz, schodzisz, to tylko jeden kierunek, wektor w nieskończoność, ale zawsze pod osią X i nigdy do niej równoległy. Szukasz jedności, porozumienia – tego nie będzie w Twoim świecie, ktoś weźmie pod uwagę, że nagle nie możesz zrobić tego, co wykonywałeś przez tyle lat – po prostu się nie nadajesz.

YOU ARE FIRE!!!

to brzmi mi w uszach, choć idei mam więcej niż gwiazdek na niebie

Kategorie
Bez kategorii

Jesienna zaduma nad tymi, którzy jeszcze żyją, choć życia w nich malutkie tchnienie

Nic nie mam, zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem.

Nawet nie wiem, jak tam sprawy za lasem….

rzeczywiście, tak jak księżyc, ludzie znają mnie tylko z jednej, jesiennej strony

Przecież mógł zadzwonić, powiedzieć, że nie da rady albo cóś takiego. Mój Drogi, tak się nie da. Ja jestem królową mrówek, ale rozumiesz, nie za bardzo mogę maratony teraz odwalać, bo muszę rodzić, rodzić, rodzić, rodzić, rodzić, rodzić, rodzić, rodzić…

Ktoś musi rządzić, bo inaczej jak to wszystko zorganizować, przepływ informacji, kłopoty informacyjne, niesubordynowani pracownicy.

Wykluczamy, bo się zna.

Wykluczamy, bo jest specjalistą.

Wykluczamy, bo inaczej moje ego jest bardziej jego.

Mocny jest – trzeba go przybić do ziemi gwoździami, wtedy będzie mógł tylko falować na wietrze. Będzie sobie mógł tylko: hu, hu! hu, hu! krzyczeć

Ale on nie krzyczy. W oczach korniki wyryły mu już ICD-10 F48.1. Właściwie to namiastka Hollywood. Dostajesz rolę, i to główną, i sobie grasz. Niezbyt przyjemne jest tylko to, że świat przedstawiony w filmie oraz inni aktorzy nie są dobrze do Ciebie nastawieni. Boisz się. Siedzisz i boisz się, że za jakiś czas będziesz musiał wstać. I wstaniesz, i nie wstaniesz, a możesz jeszcze bardzo chcieć wstać i będzie Ci się wydawało, że już wstałeś, a ty bardziej siedzisz.

Depersonalizacja, derealizacja, dep…, deprawacja egzystencji.

Nie zapomnij o tym, że gdy on do Ciebie nie zadzwoni, może właśnie próbuje wstać.

Kategorie
Bez kategorii

Detox

Tylko twa wiara pomoże Ci
Wiara i siła by wygrać z tym
Z czym tylu ludzi przegrywa co dzień
Przegrywa co dzień, przegrywa co dzień
Ja to wiem

Ja. Znowu, ale nie ten sam.

Dotarł przez kilka nieświadomych miesięcy (przede wszystkim ze względu na służbę zdrowia i jej niemoc organizacyjną) trekkingiem do obozu pod Lhotse i Mount Everest. A już miało być dobrze. Już czekan i raki wyrzucone.

teraz jednak by się przydały…

Zawiść i perfidia w tym zacietrzewieniu zawsze mnie zastanawiała. Co kieruje zwykłym, normalnym człowiekiem, by zwiększać rozmiar buta tak, aby leżącego bolało bardziej.

W tym świecie nie ma miejsca na wyciągniętą rękę, a jeśli już – to raczej z nożem.

Psychologowie wprowadzili termin określający różne takie zachowania – „toksyczność”. Ale Ci, którzy świadomie depczą nie są toksyczni, a podeptani mogą przytykać do siebie wszystkie mierniki na świecie i nie będzie tam substancjalnych przeszkód. Znajdzie się ból, niemoc, czasem strach.

Ketrel, clonazepam, ketrel, clonazepam – raz dwa trzy dziś tabletek trzydzieści trzy.

ja: NIE ROZUMIECIE LUDZI CHORYCH, NIE CZUJECIE ICH BÓLU, NIE MACIE ŚWIADOMOŚCI TEGO JAK ŚLINACZE MUSZELKI, KTÓRE SŁUŻĄ ZA DOMKI, SĄ CIASNE, NIE POJMUJECIE, ŻE NIE MOŻEMY TAK PO PROSTU PRZYJŚĆ, POWIEDZIEĆ, ZADZWONIĆ, POPROSIĆ: ja

Nie pasujemy do tego wspaniałego świata z kawiarniami i restauracjami, więc nas nie ma.

Nas tutaj nie ma.

Mnie tutaj nie ma.

ja tutaj nie ma.

ja? dokąd sobie poszłoś? gdzie jesteś? tu? to znaczy?

Ketrel, clonazepam, ketrel, clonazepam – raz dwa trzy dziś tabletek trzydzieści trzy.

Kategorie
Bez kategorii

Próbowałem być zwykłym człowiekiem

Sobota, prawie niedziela: już nie wiem, czy to ja.

Zwątpić czy uwierzyć mam / Jaki dzisiaj to ma sens /Każdy chciałby tylko przeżyć o wolności nawet nikt już nie, nie wspomina mi / Przez okno się wychylam, całuję nocy mrok za mało pięter, myślę – Nie, nie, nie uda mi się skok nie uda mi się skok. Paranoja zaśpiewała refren mi Paranoja, gdzie są okna, gdzie są drzwi (No gdzie?) Czuję, że jestem w matni nie pierwszy to już raz /

i chyba nie ostatni ktoś mnie uderzył w twarz /

Ktoś mnie uderzył, ktoś mnie uderzył w twarz

Paranoja zaśpiewała wyrok mi Paranoja, gdzie są okna, gdzie są drzwi

Paranoja zaśpiewała wyrok mi Paranoja, gdzie są okna, gdzie są drzwi

I ktoś mi każe wątpić i mówi: „Robisz błąd”

Tak wielu przecież czeka, byś w końcu, byś w końcu poszedł stąd

Przez okno się wychylam, całuję nocy mrok za mało pięter, myślę

– Nie, nie, nie, nie uda mi się skok nie uda mi się skok Paranoja …

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,dzem,nieudany_skok.html

Trochę pracy, trochę gitary z kaczką. I trochę nieprzyjemności. Najpierw wspomnienie czatu na Whatsappie z kolegami że szkoły średniej. Ciągle czuję niesmak tych rozmów na tyle, że opuściłem grupę. Crowdfounding przyjął się w całej Europie. Działa to tak: masz marzenie, ale wiesz, że sam temu nie podołasz, dlatego zwracasz się do znajomych i nieznajomych, by pomogli ci w spełnieniu tego marzenia, właściwe niczego nie oczekując w zamian. Marzysz o wycieczce stopem po całej Ameryce Południowej, proszę bardzo, chcesz zdobyć Lhotse, proszę bardzo itp. Ja chcę nagrać płytę, o jakiej zawsze śniłem. Koledzy w niewybrednych słowach zakomunikowali mi, że idę na żebry. Żeby było jasne akurat po nich się niczego nie spodziewałem. Jeden tylko, mój przyjaciel, włączył się do akcji. Ale on rozumie, ci to marzenia: wspinał się wysokich górach, zaliczał bieg rzeźnika itd. Dziś w dość nieprzyjemnych słowach jeden ze znajomych facebookowiczów oznajmił mi, że z takich głosem to kariery nie zrobię. Ja nam prawie 5 dych na karku i nawet przez myśl nie przeszłoby mi, abym mógł iść w stronę kariery muzycznej. Dziś gra się inna muzykę, są producenci, wytwórnie itd. Zrobiło mi się przykro, że znowu polska gęba ożywa, że życzliwości w wielu nas nie ma, że ludzie nie cieszą się szczęściem innych. Grill, wódka i seriale wyznaczają drogę każdego dnia. Trudno się żyje w tak nietwórczym świecie. Ale dwadzieścioro osób idzie że mną. Sam jestem ciekaw efektów tego projektu, a ludzi sfrustrowanych będę omijał z daleka . I będę robi SWOJE, choćby nie wiem co. Dzięki za wsparcie duchowe i finansowe.

ale koledzy napisali, że jestem głupkiem, ogólnie blues jest do dupy, a jeden z nich nauczał jak na Agorze. Czy warto pokazać, jak rodzi się nienawiść, zawiść itp. Z czego to wynika? Dorobili się, pozajmowali kolejne wysokie stanowiska i nagle pojawia się w takim człowieku przekonanie o wszechwiedzy:

Do zwykłego hejtu się przyzwyczaiłem, ale skąd on u ludzi sukcesu. Chyba z przekonania o jakiejś zawiłej manii wyższości. Pouczajmy, mówmy kiedy chcemy, zamykajmy usta ludziom wtedy, kiedy już powiedziałem to, co chciałem. A rozmowa rodzi się w dyskursie. To czas na przytoczenia, ale je usunąłem w niebyt mojej niepamięci.