Ja.
I tyle…
Ja.
I tyle…
W głowie ci szumi i nie przestanie, bo nie wiesz, czy przewodnik wzywa cię, byś się przyłączył.
Droga pani, czy nie słyszysz wiatru i czy zdajesz sobie sprawę z tego, że Twoje schody opierają się na szepcie wiatru. Idąc tą drogą, nasze cienie wyższe niż nasze dusze, widzimy panią, którą wszyscy znamy. Lśni białym światłem i chce pokazać, jak wszystko przemienia się w złoto.
A jeśli słuchacie uważnie, w końcu dotkniecie melodii, w której wszyscy są jednością, a jedność wszystkim. Skamienieć, by nie potoczyć się.
Gdy idziesz i Twoja ręka wysunięta do przodu nie jest Twoją ręką, nie wiesz, czy to ten świat, w którym żyjesz, czy może wyobrażony odblask z miliona luster. Doświadczenie podpowiada, by nie szukać prawdziwego odbicia, ale zaakceptować to, które wydaje się najbardziej prawdopodobne.
A… jeszcze jedno jest ważne – nikt, ale to nikt nie rozumie tego, że takie obrazy są dla Ciebie na porządku dziennym i więcej casu zajmuje Ci zmierzanie się z ułudą niż poszukiwanie jakichkolwiek rozwiązań, wykonywanie jakichkolwiek prac, mówienie do kogokolwiek. Gdyby wszystko, co dotkniesz, zmieniało się, przemieniało się w coś, wtedy łatwo by w tym całych chaosie znaleźć choć na chwilę porządek.
A tak z dnia na dzień schodzisz, schodzisz, to tylko jeden kierunek, wektor w nieskończoność, ale zawsze pod osią X i nigdy do niej równoległy. Szukasz jedności, porozumienia – tego nie będzie w Twoim świecie, ktoś weźmie pod uwagę, że nagle nie możesz zrobić tego, co wykonywałeś przez tyle lat – po prostu się nie nadajesz.
YOU ARE FIRE!!!
to brzmi mi w uszach, choć idei mam więcej niż gwiazdek na niebie
Nic nie mam, zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem.
Nawet nie wiem, jak tam sprawy za lasem….
rzeczywiście, tak jak księżyc, ludzie znają mnie tylko z jednej, jesiennej strony
Przecież mógł zadzwonić, powiedzieć, że nie da rady albo cóś takiego. Mój Drogi, tak się nie da. Ja jestem królową mrówek, ale rozumiesz, nie za bardzo mogę maratony teraz odwalać, bo muszę rodzić, rodzić, rodzić, rodzić, rodzić, rodzić, rodzić, rodzić…
Ktoś musi rządzić, bo inaczej jak to wszystko zorganizować, przepływ informacji, kłopoty informacyjne, niesubordynowani pracownicy.
Wykluczamy, bo się zna.
Wykluczamy, bo jest specjalistą.
Wykluczamy, bo inaczej moje ego jest bardziej jego.
Mocny jest – trzeba go przybić do ziemi gwoździami, wtedy będzie mógł tylko falować na wietrze. Będzie sobie mógł tylko: hu, hu! hu, hu! krzyczeć
Ale on nie krzyczy. W oczach korniki wyryły mu już ICD-10 F48.1. Właściwie to namiastka Hollywood. Dostajesz rolę, i to główną, i sobie grasz. Niezbyt przyjemne jest tylko to, że świat przedstawiony w filmie oraz inni aktorzy nie są dobrze do Ciebie nastawieni. Boisz się. Siedzisz i boisz się, że za jakiś czas będziesz musiał wstać. I wstaniesz, i nie wstaniesz, a możesz jeszcze bardzo chcieć wstać i będzie Ci się wydawało, że już wstałeś, a ty bardziej siedzisz.
Depersonalizacja, derealizacja, dep…, deprawacja egzystencji.
Nie zapomnij o tym, że gdy on do Ciebie nie zadzwoni, może właśnie próbuje wstać.
Tylko twa wiara pomoże Ci
Wiara i siła by wygrać z tym
Z czym tylu ludzi przegrywa co dzień
Przegrywa co dzień, przegrywa co dzień
Ja to wiem…
Ja. Znowu, ale nie ten sam.
Dotarł przez kilka nieświadomych miesięcy (przede wszystkim ze względu na służbę zdrowia i jej niemoc organizacyjną) trekkingiem do obozu pod Lhotse i Mount Everest. A już miało być dobrze. Już czekan i raki wyrzucone.
teraz jednak by się przydały…
Zawiść i perfidia w tym zacietrzewieniu zawsze mnie zastanawiała. Co kieruje zwykłym, normalnym człowiekiem, by zwiększać rozmiar buta tak, aby leżącego bolało bardziej.
W tym świecie nie ma miejsca na wyciągniętą rękę, a jeśli już – to raczej z nożem.
Psychologowie wprowadzili termin określający różne takie zachowania – „toksyczność”. Ale Ci, którzy świadomie depczą nie są toksyczni, a podeptani mogą przytykać do siebie wszystkie mierniki na świecie i nie będzie tam substancjalnych przeszkód. Znajdzie się ból, niemoc, czasem strach.
Ketrel, clonazepam, ketrel, clonazepam – raz dwa trzy dziś tabletek trzydzieści trzy.
ja: NIE ROZUMIECIE LUDZI CHORYCH, NIE CZUJECIE ICH BÓLU, NIE MACIE ŚWIADOMOŚCI TEGO JAK ŚLINACZE MUSZELKI, KTÓRE SŁUŻĄ ZA DOMKI, SĄ CIASNE, NIE POJMUJECIE, ŻE NIE MOŻEMY TAK PO PROSTU PRZYJŚĆ, POWIEDZIEĆ, ZADZWONIĆ, POPROSIĆ: ja
Nie pasujemy do tego wspaniałego świata z kawiarniami i restauracjami, więc nas nie ma.
Nas tutaj nie ma.
Mnie tutaj nie ma.
ja tutaj nie ma.
ja? dokąd sobie poszłoś? gdzie jesteś? tu? to znaczy?
Ketrel, clonazepam, ketrel, clonazepam – raz dwa trzy dziś tabletek trzydzieści trzy.
Sobota, prawie niedziela: już nie wiem, czy to ja.
Zwątpić czy uwierzyć mam / Jaki dzisiaj to ma sens /Każdy chciałby tylko przeżyć o wolności nawet nikt już nie, nie wspomina mi / Przez okno się wychylam, całuję nocy mrok za mało pięter, myślę – Nie, nie, nie uda mi się skok nie uda mi się skok. Paranoja zaśpiewała refren mi Paranoja, gdzie są okna, gdzie są drzwi (No gdzie?) Czuję, że jestem w matni nie pierwszy to już raz /
i chyba nie ostatni ktoś mnie uderzył w twarz /
Ktoś mnie uderzył, ktoś mnie uderzył w twarz
Paranoja zaśpiewała wyrok mi Paranoja, gdzie są okna, gdzie są drzwi
Paranoja zaśpiewała wyrok mi Paranoja, gdzie są okna, gdzie są drzwi
I ktoś mi każe wątpić i mówi: „Robisz błąd”
Tak wielu przecież czeka, byś w końcu, byś w końcu poszedł stąd
Przez okno się wychylam, całuję nocy mrok za mało pięter, myślę
– Nie, nie, nie, nie uda mi się skok nie uda mi się skok Paranoja …
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,dzem,nieudany_skok.html
Trochę pracy, trochę gitary z kaczką. I trochę nieprzyjemności. Najpierw wspomnienie czatu na Whatsappie z kolegami że szkoły średniej. Ciągle czuję niesmak tych rozmów na tyle, że opuściłem grupę. Crowdfounding przyjął się w całej Europie. Działa to tak: masz marzenie, ale wiesz, że sam temu nie podołasz, dlatego zwracasz się do znajomych i nieznajomych, by pomogli ci w spełnieniu tego marzenia, właściwe niczego nie oczekując w zamian. Marzysz o wycieczce stopem po całej Ameryce Południowej, proszę bardzo, chcesz zdobyć Lhotse, proszę bardzo itp. Ja chcę nagrać płytę, o jakiej zawsze śniłem. Koledzy w niewybrednych słowach zakomunikowali mi, że idę na żebry. Żeby było jasne akurat po nich się niczego nie spodziewałem. Jeden tylko, mój przyjaciel, włączył się do akcji. Ale on rozumie, ci to marzenia: wspinał się wysokich górach, zaliczał bieg rzeźnika itd. Dziś w dość nieprzyjemnych słowach jeden ze znajomych facebookowiczów oznajmił mi, że z takich głosem to kariery nie zrobię. Ja nam prawie 5 dych na karku i nawet przez myśl nie przeszłoby mi, abym mógł iść w stronę kariery muzycznej. Dziś gra się inna muzykę, są producenci, wytwórnie itd. Zrobiło mi się przykro, że znowu polska gęba ożywa, że życzliwości w wielu nas nie ma, że ludzie nie cieszą się szczęściem innych. Grill, wódka i seriale wyznaczają drogę każdego dnia. Trudno się żyje w tak nietwórczym świecie. Ale dwadzieścioro osób idzie że mną. Sam jestem ciekaw efektów tego projektu, a ludzi sfrustrowanych będę omijał z daleka . I będę robi SWOJE, choćby nie wiem co. Dzięki za wsparcie duchowe i finansowe.
ale koledzy napisali, że jestem głupkiem, ogólnie blues jest do dupy, a jeden z nich nauczał jak na Agorze. Czy warto pokazać, jak rodzi się nienawiść, zawiść itp. Z czego to wynika? Dorobili się, pozajmowali kolejne wysokie stanowiska i nagle pojawia się w takim człowieku przekonanie o wszechwiedzy:
Do zwykłego hejtu się przyzwyczaiłem, ale skąd on u ludzi sukcesu. Chyba z przekonania o jakiejś zawiłej manii wyższości. Pouczajmy, mówmy kiedy chcemy, zamykajmy usta ludziom wtedy, kiedy już powiedziałem to, co chciałem. A rozmowa rodzi się w dyskursie. To czas na przytoczenia, ale je usunąłem w niebyt mojej niepamięci.

Koszmarna noc / już druga. / Wstrętne wyro i koc. / Tłamsi mnie coś, / potworne sny. / Ten telewizor syczy jak wąż. / Już nie mam sił, / aby wyłączyć go / już nie mam sił… (autor znany)
Ja: właściwie spełniony: dom, rodzina, praca, hobby. Przeczytałem sporo książek, wysłuchałem wieleset godzin łatwiej lub trudniej przyswajalnych dźwięków.
Tysiące książek, badań, powolne rozumienie funkcjonowania mózgu, emocji itd. i niestety nie daje to większej świadomości społecznej w naszym kraju. Wyraźnie rysują się trzy grupy: 1. Ci, którzy próbują rozumieć lub rozumieją; 2. Ci, którzy nie rozumieją, nie chcą rozumieć, dla których „inny” niż on sam znaczy „wariat”, „debil”, „niewychowany”, „niepełnosprawny” (pozwolę sobie nie wymieniać więcej określeń, bo mi nawet przez klawiaturę nie przechodzi); 3. Ci, którzy są w tym wszystkim zagubieni, najczęściej ludzie starsi, nie mówią nic, patrzą ukradkiem lub nie rozumieją, dlaczego ktoś traci pracę, rozwodzi się, płacze, wpada w złość bez powodu itp.
Kiedy wchodzę w interakcję z ludźmi, potrafię szybko dobrać odpowiedni cytat z piosenki. I co? I co z tego Ci, że…
Od czego się zaczyna trzęsawka wewnątrz, brak koncentracji, choleryczność, niedostosowanie się do umownych norm społecznych?
Od wyznaczenia ich tylko dla pewnej, nie wiadomo jak ustalonej, NORMALNOŚCI, PRZECIĘTNOŚCI, takiej średniej. Reszta to odchylenie. To izolacja, to margines. Nieakceptowalne.
Dwubiegunówka, osobowość borderline, spektrum autyzmu, schizofrenia, depresja.
Mam właściwie wszystko,
co docześnie mi potrzebne do egzystencji,
więc dlaczego mogę odczuwać depresję, anhedonię, przeżywać w sobie depersonalizację, derealizację.
Jak można nie wstawać z łóżka przez dwa tygodnie, jak można się nie myć, jak można odczuwać ból, gdy ktoś inny po prostu mówi?
jestem dzieckiem….
pochodzę ze środowiska patologicznego….
matka pije, ale nie bije…..
ojciec pije, ale bije….
matka nie pije, ale bije…
ojciec cały czas pije…
nie mamy pieniędzy na życie, jestem głodny, cierpię na Aspergera, ale nikt o tym nie wie, i w szkole źle się zachowuję, mówię nie na temat, dostaję niskie oceny lub wysokie – nie ma to znaczenia, bo mam Aspergera…
a matka od nas odeszła, ojciec pije albo przestał pić… bez znaczenia dla innych, a dla mnie? JA NIE WIEM, NIE ROZUMIEM
Dziś wizyta u psychoterapeutki. Matka się postarała. Taki za trzy stówy. Kilka seansów spirytystycznych i będzie lepiej. Ojciec jest bezradny. Trochę wstyd chodzić na imprezy rodzinne, do znajomych. Kurczę, nawet dodatkowy psychiatra za dwie i pół stówy nie pomaga. Okaleczenia, blizny zostają. Mama kupiła taką maść z jakiegoś koralowca czy z czegoś takiego, ale i tak ta bruzda na szyi zostaje. Ojciec to pumeksem by ją zdarł najchętniej.
Dziś 18. urodziny, a za tydzień koniec roku szkolnego. Trzydzieści wizyt u dwóch różnych psychoterapeutów, kilogram psychotropów od psychiatry. Pójdę na studia. Ojciec zaczął pić mocny alkohol, matka ma koleżanki, prowadzą firmy. Właściwie wszystko jest uporządkowane.
A depresja? Zjadła wielu i wielu jeszcze upadnie, odejdzie w niebyt rodzinny, zawodowy, społeczny. Niczego to nie zmienia, z wyjątkiem daty, bólu, płaczu, poczucia niemocy, tysiąckrotnie wymawianych w głowie myśli, że od dzisiejszego popołudnia, no może wieczora, zacznę, wrócę, już prawie zaczerpnąłem oddech, taki pierwszy, niemowlęcy… Jutro to już na pewno. Wezmę ketrel, może uda się zasnąć. Wezmę dwa, i klonkiem poprawię. Pojutrze…
Nie każdy musi być magistrem. Moja nowa „psychodynamiczna” psychoterapeutka wzięła tylko 130 złotych. Nawet nie zdążyłem powiedzieć, jak się czuję. Dostanę od niej SMS-a, gdy będzie termin.
minął tydzień…. dwa, trzy?
nie umiem wskazać, który dziś dzień tygodnia i miesiąca
fizycy mają rację, że zastanawiają się nad istotą czasu
ja czasu nie zauważam, nie odczuwam żadnych impulsów od niego płynących
czas: znowu jA
śpijcie, ot tak
Szukałem kiedyś minionych dni / Wspomnienie drogę wskazało mi / Stoję jeszcze w progu zatrzaśniętych drzwi / Słyszę jeszcze słowa /Nie istotne już / Bo na scenie życia /Kiepski aktor grał / Choć to mogła wielka sztuka być / To mogła być sztuka… (autor znany)
Przed wielu laty miałem bardzo prosty, i też naiwny w swym małomiasteczkowym prostactwie, pomysł.
W naszym kraj jest wiele uniwersytetów artystycznych, szkół tatralnych, uniwersytetów muzycznych z wydziałami rozrywki.
A może by tak przedstawienia, koncerty i wystawy dyplomowe wybrały się w podróż po POLSCE, odwiedziły miasta poniżej 20 tysięcy mieszkańców.
Zamiast grilla, wódki, piwa, seriali zaserwować tym wykluczonym z kultury ludzi prawdziwą ucztę wraz z nieskrępowanym spotkaniem z młodymi artystami.
Jestem przekonany, że wójtowie zapłacą za transport, wikt i opierunek, a 20 zł za bilet nie będzie wydatkiem ponad miarę ani dla pozostawionych w domach, często samotnych już, emerytów, o których zapomniano po 1989 roku (13 emerytura jest żenujacym przykładem zamknięcia im ust), ani dla szukających i zbuntowanych nastolatków, ani tym bardziej dla budowlańców, hydraulików, radnych, sprzedawców, rolników.
I niezwykle ważne: za takie spotkanie artystyczne trzeba zapłacić. Telewizja zorganizuje darmowy koncert – sponsorzy zapłacą, a zyski czerpią tylko tzw. gwiazdy lub pozbawieni talentu celebryci (i do tego te permanentne wulgaryzmy w quasi-kabaretach), samorządy zapłacą też za gwiazdki i jest ok. OTÓŻ, NIE JEST OK.
Nie zapominajmy o tureckich serialach i disco polo… A FEE!!!
Przepraszam, że sam się za to nie wezmę, ale tak zrządził los, że nie podołam temu wyzwaniu.
Może młodzi animatorzy kultury przeżyliby tak swoje prawdziwe praktyki.
A młodzi artyści? Tylko mogą pomarzyć o takiej publiczności. Ciekawej, krytycznej, złaknionej.
Nigdy jeszcze nie prosiłem o udostępnienie posta, ale teraz ośmielam się to uczynić.
Pozdrawiam wwszystkich wierzących w to, że wspólnota bez kultury to golasy biegające po księżycu…
i niczego nie ma więcej…
Puste kieszenie i torba pełna snów. Oto malarz dziwny, który bywa tu. Wszyscy go znali, wiedzieli o tym, że duszę swą zaprzedał światu pędzli stu. Nie wierzyl ludziom i sobie chyba też….
Zbyt wiele bólu doznawanego w życiu jest przekleństwem.
Czerwona kaseta z firmy Stilon z Gorzowa Wlkp., a na niej brat przyniósł jakąś 10 zgrywkę Cegły. Ten facet śpiewał inaczej. Nie wył prostym dźwiękiem jak Kora, nie śpiewał naiwnych piosenek o maturze. Wierzyłem, że bez kolacji mógł spać, ale pewnie się budził. Bolała go egzystencja. Śpiewał o śmierci, o tajemniczej Mirandzie, i przeinaczał carpe diem na swój sposób, bo wtedy dowiedziałem się, że w życiu piękne są tylko chwilę i dlatego (dla tego) warto żyć.
A do mnie przyszła smierć, niespodziewana i nietańcząca. Coś się skończyło, a nie zaczęło się nic.
Gitara, podśpiewywanie – odruch obronny, zapomnienie. Gdy zaśpiewałem Janis Joplin, żeby nas wpuścili na koncert, to poczułem pierwszy absmak w życiu.
Teraz wiem, że ludziom podobają się te melodie, które już kiedyś słyszeli.
Nie ma w tym nic dziwnego, gdy przysłuchać się zaśpiewom szamanów indianskiej północy 🇺🇸, gdy usłyszymy kyrieelszony mnisie, folklorystyczne pieśni z wielu regionów świata, współczesny pop, disco polo, latino, flamenco, fado, orkiestry pogrzebowe na Bałkanach, greckie piosenki czy wreszcie twórczość klanu Straussów.
Ale jest też tak, że Czajkowski nie jest podobny do Chopina, a Liszt do Michaela Jacksona. I choć gdy siada quinet jazzowy, to właściwie wiem, czego mam się spodziewać, ale gdy z kolejną płytą ruszy się Metheny to już niekoniecznie.
A gdzie tu blues? Ten rozbudowany, rozkładający harmonicznie jest już daleko od zaśpiewów na polach bawełny. Ale to właśnie ta powtarzalność fraz jest najbardziej magiczna, mantryczna jak zaśpiewy buddyjskich mnichów.
OM.
Szybko ukształtował się bluesowy box z toniką, dominantą i subdominantą, czyli 1. dźwięk skali, dajmy na to G, potem 4.,w tym wypadku C i kończył to 5. dźwiek, czyli D. A potem wpadły septymy, skale molowe i nagle okazało się, że ten blues nie jest niewolniczym zaśpiewem, ale wspaniałym tłem do spędzana czasu wraz z dużą rodziną po pracy, a idąc dalej – do przygrywki na potańcówkach. Stąd do rock and rolla było już niedaleko.
I znaleźli się wreszcie Polacy w Chicago, którzy nagrali ten material muzyczny na płyty.
Nie byłoby Claptona i Rolling Stonesów. Ewenementem pozostaje The Beatles z ich źródłem muzyki skifflowej, czyli mówiąc żartobliwie takie granie na miotle na przyczepach, ale to już inna historia….
Miał dom i rodzinę, spokojnie mógł żyć, lecz często uciekal, by stanąć przed Wami i znów nabrać sił.
Pierwszy raz na scenie działa jak narkotyk i z tego wyjść się nie uda: ja.
Śpijcie dobrze….
Deszczowy dzień ulicą szedł, spotkałem go cholerny pech.
Zachodzie, obudź się wreszcie!!!
Jachty, samochody, szynki za 100 złotych trufle, rolexy. Po jakiego grzyba to Wam. Czy nie może znaleźć się wreszcie jednostka, która będzie inna od krwawych królów, oszołomów autokratów, hollywoodzkich pseudocharytatywnych ambasadorów, starotestamentowego niemiłosiernego mistrza, nowotestamentowego opowiadacza anegdotek itd. itp.
Ludzie, co jest z nami.
Przesyłam pieniądze, żeby pomagać, ale nie czuję się z tym lepiej. Wracam do domu, parzę kawę w ekspresie, jem żółty ser, naprawiam tapicerkę w swoich meblach, i co? Czuję się jak nieistota. Robot, pracownik, członek rodziny, przyjaciel, kumpel….
B., fajnie, że z żoną zrobiliście fundację, ale i tak nie przeżyjesz jednego dnia w slumsach, fawelach, w biednej wiosce, gdzie brak wody, żywności… A idźmy wszyscy w…..
Chyba lepiej napisać, żeby nie dało się zasnąć niż parchowate „Dobranoc”