Puste kieszenie i torba pełna snów. Oto malarz dziwny, który bywa tu. Wszyscy go znali, wiedzieli o tym, że duszę swą zaprzedał światu pędzli stu. Nie wierzyl ludziom i sobie chyba też….
Zbyt wiele bólu doznawanego w życiu jest przekleństwem.
Czerwona kaseta z firmy Stilon z Gorzowa Wlkp., a na niej brat przyniósł jakąś 10 zgrywkę Cegły. Ten facet śpiewał inaczej. Nie wył prostym dźwiękiem jak Kora, nie śpiewał naiwnych piosenek o maturze. Wierzyłem, że bez kolacji mógł spać, ale pewnie się budził. Bolała go egzystencja. Śpiewał o śmierci, o tajemniczej Mirandzie, i przeinaczał carpe diem na swój sposób, bo wtedy dowiedziałem się, że w życiu piękne są tylko chwilę i dlatego (dla tego) warto żyć.
A do mnie przyszła smierć, niespodziewana i nietańcząca. Coś się skończyło, a nie zaczęło się nic.
Gitara, podśpiewywanie – odruch obronny, zapomnienie. Gdy zaśpiewałem Janis Joplin, żeby nas wpuścili na koncert, to poczułem pierwszy absmak w życiu.
Teraz wiem, że ludziom podobają się te melodie, które już kiedyś słyszeli.
Nie ma w tym nic dziwnego, gdy przysłuchać się zaśpiewom szamanów indianskiej północy 🇺🇸, gdy usłyszymy kyrieelszony mnisie, folklorystyczne pieśni z wielu regionów świata, współczesny pop, disco polo, latino, flamenco, fado, orkiestry pogrzebowe na Bałkanach, greckie piosenki czy wreszcie twórczość klanu Straussów.
Ale jest też tak, że Czajkowski nie jest podobny do Chopina, a Liszt do Michaela Jacksona. I choć gdy siada quinet jazzowy, to właściwie wiem, czego mam się spodziewać, ale gdy z kolejną płytą ruszy się Metheny to już niekoniecznie.
A gdzie tu blues? Ten rozbudowany, rozkładający harmonicznie jest już daleko od zaśpiewów na polach bawełny. Ale to właśnie ta powtarzalność fraz jest najbardziej magiczna, mantryczna jak zaśpiewy buddyjskich mnichów.
OM.
Szybko ukształtował się bluesowy box z toniką, dominantą i subdominantą, czyli 1. dźwięk skali, dajmy na to G, potem 4.,w tym wypadku C i kończył to 5. dźwiek, czyli D. A potem wpadły septymy, skale molowe i nagle okazało się, że ten blues nie jest niewolniczym zaśpiewem, ale wspaniałym tłem do spędzana czasu wraz z dużą rodziną po pracy, a idąc dalej – do przygrywki na potańcówkach. Stąd do rock and rolla było już niedaleko.
I znaleźli się wreszcie Polacy w Chicago, którzy nagrali ten material muzyczny na płyty.
Nie byłoby Claptona i Rolling Stonesów. Ewenementem pozostaje The Beatles z ich źródłem muzyki skifflowej, czyli mówiąc żartobliwie takie granie na miotle na przyczepach, ale to już inna historia….
Miał dom i rodzinę, spokojnie mógł żyć, lecz często uciekal, by stanąć przed Wami i znów nabrać sił.
Pierwszy raz na scenie działa jak narkotyk i z tego wyjść się nie uda: ja.
Śpijcie dobrze….
One reply on “Malarz dźwięków – przeceniam swoje ja”
[…] https://dekonstruktor.art.blog/2020/10/03/malarz-dzwiekow-przeceniam-swoje-ja/ https://www.instagram.com/p/CF3D2GvBqDr/?igshid=kiyqpbi5t0dw […]
PolubieniePolubienie