Deszczowy dzień ulicą szedł, spotkałem go cholerny pech.
Zachodzie, obudź się wreszcie!!!
Jachty, samochody, szynki za 100 złotych trufle, rolexy. Po jakiego grzyba to Wam. Czy nie może znaleźć się wreszcie jednostka, która będzie inna od krwawych królów, oszołomów autokratów, hollywoodzkich pseudocharytatywnych ambasadorów, starotestamentowego niemiłosiernego mistrza, nowotestamentowego opowiadacza anegdotek itd. itp.
Ludzie, co jest z nami.
Przesyłam pieniądze, żeby pomagać, ale nie czuję się z tym lepiej. Wracam do domu, parzę kawę w ekspresie, jem żółty ser, naprawiam tapicerkę w swoich meblach, i co? Czuję się jak nieistota. Robot, pracownik, członek rodziny, przyjaciel, kumpel….
B., fajnie, że z żoną zrobiliście fundację, ale i tak nie przeżyjesz jednego dnia w slumsach, fawelach, w biednej wiosce, gdzie brak wody, żywności… A idźmy wszyscy w…..
Chyba lepiej napisać, żeby nie dało się zasnąć niż parchowate „Dobranoc”